„O tym jak na świecie pojawiła się para Wilk i Zając możnaby opowiadać bez końca. Film „Nu, pogodi!” ma wiele realnych i legendarnych początków. Przy czym prawda i wymysły łatwo zamieniają się miejscami jak to często bywa w kinie rysunkowym. Zmienić Wilka w Zająca to dla nas nie problem”. O czym możemy się przekonać w 10 odcinku „Nu, pogodi!”.


Naszym zadaniem nie jest przedstawienie historii wilka i zająca obecnej w legendach, bajkach, baśniach czy innych filmach rysunkowych i kukiełkowych. Ale warto wspomnieć, że postaci te są obecne od wieków w świadomości człowieka i pasują świetnie do wielu tematów przez niego podejmowanych. I tak też było z Nu, pogodi!.

Historię tego filmu można rozpocząć od momentu, kiedy w planach studia Sojuzmultfilm pojawił się temat: „Не обижай маленьких” (nie krzywdź mniejszych). Tak o nim mówi sam Wiaczesław Kotionoczkin „Jeszcze tylko temat. Bardzo potrzebny dla kina dziecięcego, które nie tylko, że ma prawo być dydaktycznym ale to jego obowiązek”. W 1968 roku nie było jeszcze mowy o całej serii filmów z udziałem Wilka i Zająca. Istniał tylko temat: „Nie krzywdź mniejszych”. W. Kotionoczkin został zaproszony przez redaktora oddziału scenarzystów Arkadija Snesarjewa, od którego usłyszał:
„- Masz tu Sława scenariusz. Bierz się do roboty.”

W. Kotionoczkin przeczytał scenariusz napisany przez trzech autorów: Feliksa Kamowa, Aleksandra Kurjandskowo i Aleksandra Chaita. „Spodabała mi się po prostu wesoła fabuła” - jak później o nim napisał i wziął się do pracy. Już wtedy z grubsza wiedział, z kim chce pracować przy pierwszym odcinku Nu, pogodi!. Z ośmiu śmiesznych epizodów wybrał dwa, skracając w ten sposób scenariusz.

W procesie tworzenia filmu rysunkowego, o którym będę mówił gdzie indziej, najpierw nagrywa się głos postaci i całą ścieżkę dźwiękową, a dopiero potem rysuje się postaci, tworzy całą akcję. Obraz musi swoim rytmem pasować do ścieżki dźwiękowej. Więc W. Kotionoczkin jako główny reżyser musiał zadecydować, kto będzie podkładał głos pod Wilka i Zająca. Na pytanie, które padło na naradzie Sojuzmultfilma:
„ - Kogo proponujecie do podkładania głosów? - Zając – Klara Rumianowa. Rada artystyczna patakująco pokiwała głowami. Ta postać była jakby stworzona dla niej. Maleńka z dziecięcym głosem.
- A Wilk?
- Włodzimierz Wysocki”


I tu nastąpił zgrzyt, ponieważ w tamtym właśnie okresie W. Wysocki na plenum KC Komsomołu został nazwany „одиозной фигурой!” „odrażającą postacią”. Mówiono także o „zgnilnym wpływie Wysockiego na młodzież” „ тлетворном влиянии Высоцкого на молодёжь”. Stało się pewne, że ta kandydatura nie ma szans. Sam W. Wysocki nie tylko, że chciał pracować przy tej kreskówce, jak sam powiedział:
„- Ta praca mi pasuje. I co więcej napisałbym dla Wilka piosenkę”.


W. Kotionoczkin z pewnym żalem mówi o tym, że gdyby mógł pracować z W. Wysockim, ten film byłby innym filmem. Szczególnie, że osoba, która podkłada głos, ma niebagatelny wpływ na postać narysowaną. Rysownicy przyglądają się z wielką uwagą osobie podkładającej głos, naśladują potem jej mimikę i gesty.

„Gdybym trzydzieści lat temu zaczął pracować nad filmem „Nu, pogodi!” z Wysockim w roli Wilka, to byłoby to zupełnie inne kino. Nie raz o tym myślałem. Jednak spekulacje jak by wyglądał film gdyby uczestniczył w nim Wysocki są bez sensu. Pytanie lepiej czy gorzej nie istnieje, byłby to po prostu inny film.” – W. Kotionoczkin. Jego obecność miałaby także niebagatelny wpływ na popularność tego filmu, jako że „W. Wysocki był w tym czasie na szczycie swojej popularności”.

Jedynym śladem W. Wysockiego jaki pozostał w Nu, pogodi! jest Wilk, który gwiżdże piosenkę Drug (Pieśń o przyjacielu) w pierwszym odcinku. „Wilk na którego spada kropla z balkonu na którym Zając podlewa kwiatki zachowuje się jak wytrawny alpinista. Zarzuca na balkon linę i wspina się do góry gwiżdżąc piosenkę Wysockiego”. Takie małe zadośćuczynienie.